Jakoś przetrwałam ten dzień w szkole, następne też. Matt trochę ułatwił mi zadanie, bo sam też traktował mnie jak powietrze, co tylko upewniło mnie w przekonaniu, że wcale nie żałuje. Trochę to boli, bo nie można wyprzeć się uczuć, ale przecież można je schować głęboko w sercu. Próbowałam troszkę rozmawiać z Simonem, jednak nie zbyt mi to szło, trzymałam się więc tylko z Emily. Tak jak myślałam, nikomu nic nie powiedziała. Dobrze że mam taką osobę, której mogę zaufać. Simon pewnie też jest taką osobą, choć domyślam że pod wpływem gniewu zrobiłby głupią rzecz, a ja nie chciałam go w to mieszać - niczym mi nie zawinił. To nie na niego byłam zła, to nie do niego czułam obrzydzenie. Jednak... nie umiałam go obdarzyć takim uczuciem, jak on mnie. Lubiłam go, był moim dobrym przyjacielem, ale nic poza tym...
***
W szkole zrobiło się strasznie dziwnie, niemal wszyscy kiedy przechodziłam zaczynali chichotać, szeptać coś między sobą, strasznie mnie to peszyło... na którejś przerwie przyszedł do mnie Simon i wyjaśnił całą sprawę zdenerwowany. A więc jeszcze się chwalił, że mnie zaliczył, tak? Co za dupek! Ugh!
***
Przez te plotki w szkole żyło mi się jeszcze ciężej. W dodatku brzuch zaczął dawać się we znaki... pod ubraniami nie bylo widać, ale bez już tak trochę tak...
Któregoś razu, kiedy szliśmy przez stołówkę Emily nie wytrzymała tych kpin ze mnie, stanęła na ławce i zaczęła krzyczeć.
- Co śmiejecie sie bo niby cudowny Matt przeleciał grzeczniutką Arię? Gowno prawda! Ten drań ją zgwałcił! Taka jest prawda! - krzyczała głośno.
Wszyscy najwyraźniej jej uwierzyli, ale ja chciałam zapaść sie pod ziemie i szybko stamtąd wyszłam.
Matt?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz